Kumpel... Nicolás Pauls: jego udokumentowane podróże, teatr i walka o uwolnienie Argentyny od trzymanych w niewoli słoni.

Nicolás Pauls jest aktorem, muzykiem i prezenterem. Ale przede wszystkim kimś, kto od lat wybiera projekty inspirowane wrażliwością, naturą i poszukiwaniem głębszego sensu.
Artysta, który wystąpi w Multiteatro ze sztuką Coherencia w adaptacji Gonzala Heredii, właśnie zaprezentował Ambasadorów, cele podróży do odkrycia , serial dokumentalny obejmujący Amerykę Łacińską i opowiadający o życiu, sztuce, muzyce i środowisku. Serial będzie wyświetlany od października na kanale Canal A.
„Lata temu, dzięki jednemu projektowi, poznałem firmę produkcyjną, która miała bardzo podobne podejście do tego, czego szukałem. Zaczęliśmy więc myśleć o projektach do wspólnej realizacji i tak narodził się ten pomysł” – opowiada Nicolás, w rozmowie z kolegą, w magazynie Clarín o serialu dokumentalnym, w którym podróżuje po Ameryce Łacińskiej, jednej ze swoich największych pasji.
„Na początek prezentujemy cztery odcinki, które nakręciliśmy w Urugwaju, w Colonii i Carmelo, oraz dwa odcinki, które nakręciliśmy w Paragwaju, w Asunción i San Bernardino. Mówię o nich na początku, ponieważ będziemy kontynuować naszą serię w różnych destynacjach” – mówi.
-Jaki jest cel tego projektu?
– A w przypadku „Ambasadorów”… chodzi o udokumentowanie wielu rzeczy, które są w pewnym sensie niewidoczne. I tak nagle, w Paragwaju, rozmawiałam z kobietą ze społeczności, która bardzo intensywnie działa na rzecz suwerenności żywnościowej. Albo byłyśmy w szkole, gdzie pracują z dziećmi, kulturą i sztuką, z reintegracją poprzez sztukę. I to również ma związek z moją pracą w Argentynie. Więc w „Ambasadorach”… odnajduję znajomość wielu rzeczy, które widziałam i robiłam w życiu. W Paragwaju miałam okazję porozmawiać z lutnikiem, który wykonuje paragwajskie harfy, instrument, który mnie fascynuje, albo gotowanie, które jest jednym z moich ulubionych zajęć. „Ambasadorzy”… mają wiele wspólnego ze mną i z tym, co chcę opowiedzieć, i z wieloma rzeczami, które moim zdaniem muszą zostać pokazane, bo inaczej pozostaną niewidoczne.
Nicolás Pauls opowiedział wszystko o swoim projekcie dokumentalnym „Ambasadorzy, miejsca do odkrycia”, Canal (á).
- Dlaczego prezentujesz to jako dokument na żywo?
– Ponieważ w historii każdej z tych osób, z którymi rozmawiam, przechodzimy przez perspektywę życiową, postawę życiową, pracę i walkę. Ta kobieta pracuje nad suwerennością żywnościową, która jest czymś absolutnie fundamentalnym, transcendentalnym, koniecznym i pilnym. Naprawdę lubię rozmawiać i wierzę, że w tych rozmowach, i dzięki poświęceniu temu spotkaniu czasu, zaczynają się pojawiać inne rzeczy. To tak, jakby nie sięgać do najbardziej bezpośredniego poziomu osoby czy historii, ale raczej zacząć się cofać.
-Jaki ślad chciałbyś zostawić tym dokumentem?
- Przebudzenie czegoś z niektórymi historiami, które pokażemy, na przykład tą o suwerenności żywnościowej. Suwerenność żywnościowa to nie tylko to, co jesz; to sposób, w jaki postrzegasz i radzisz sobie z rzeczami, oraz sposób, w jaki podejmujesz własne decyzje dotyczące tego, co jesz.
Nicolas Pauls w dialogu z Maríą Lapadulą.
-Na czym polega ta suwerenność żywnościowa?
W naszym codziennym życiu ważne jest, aby być bardziej świadomym tego, co jemy, co dostarczamy do naszego organizmu – i nie mówię tu tylko o jedzeniu, ale o odżywianiu… Media, które oglądasz, książki, które czytasz, muzyka, której słuchasz, informacje, które wprowadzasz do swojego ciała – to jest odżywianie i to cię kształtuje. Skupienie się na jedzeniu polega więc na tym, aby dowiedzieć się trochę o tym, co jesz. Dużo myślę o ogólnym celu, jaki rząd po rządzie ma żywność, którą dają ludziom. A kiedy patrzysz na żywność objętą kontrolą cen, to jest to alarmujące. Są napoje gazowane, jest żywność ultraprzetworzona. Dlaczego nie można stworzyć listy produktów, które są naprawdę pożywne i dobre dla nas? Chodzi o bycie świadomym. Ludzie spędzają dużo czasu, decydując, jaki telefon czy kurtkę kupić, ale kiedy nadchodzi pora jedzenia, zwracają bardzo mało uwagi na to, co jedzą.
- Brał Pan udział w transferze Kenii, słonia, który był w byłym zoo w Mendozie… Jak wyglądało to doświadczenie?
Absolutnie przełomowy. Zrewolucjonizował wszystko. To projekt, nad którym pracuję od wielu lat. Projekt ELE, który dotyczy strategii wyzwolenia słoni. Narodził się wiele lat temu z myślą o przeniesieniu słoni z niewoli do sanktuariów i zapewnieniu jak najlepszego życia zwierzętom, które zostały pozbawione tej wolności, którym odebrano możliwość bycia sobą, bycia słoniami. Pracuję i jestem częścią tego projektu. Zaczęliśmy dokumentować szkolenie Tami, słonicy azjatyckiej mieszkającej w zoo w Mendozie. Zaczęliśmy również nagrywać część szkolenia Kenii. Film dokumentalny zaczął się rozrastać. Zrozumieliśmy, że musimy dążyć do tego, co jest najbardziej wykonalne.
Postanowiliśmy skupić się na jednej historii i rozwinąć wszystkie te rozdziały w podcast o nazwie ELECast, który mówi o matriarchatach, pamięci o słoniach, słoniach w filmie, nauce... I skupić się na dokumentowaniu transferu Kenii, ponieważ była gotowa na relokację. Wszystko, czego brakowało, to ogromna ilość rządowej biurokracji, ze strony Argentyny i Brazylii. Zaczęliśmy się na tym skupiać i podróż w końcu zmaterializowała się na początku lipca. W końcu Kenia odzyskała wolność, której pozbawili ją ludzie, i zabraliśmy ją do sanktuarium Mato Grosso w Brazylii, gdzie Mara z zoo w Buenos Aires , Pupi, również z Buenos Aires, oraz Pochi i Guillermina, azjatyckie słonie z Mendozy, zostały już relokowane. Niestety, Tami nie cieszyła się taką samą łaską, ponieważ zmarła w zoo w Mendozie. Więc relokowaliśmy Kenię. Dzięki jej relokacji Argentyna stała się krajem wolnym od słoni w niewoli, co jest bardzo satysfakcjonujące. Jednocześnie podważa to wiele błędów, które popełniono do tej pory. Obecnie koncentrujemy się na powtórzeniu projektu w różnych krajach, w których wciąż jest wiele słoni w niewoli, takich jak Chile, Brazylia, Meksyk...
-Jaka była sytuacja słoni w niewoli?
– Nie tylko słonie, ale zwierzęta w zoo w ogóle zostały prawie zapomniane. Mogłabym opowiedzieć o zwierzętach, których nigdy nie badano, nigdy nie analizowano. Tami i Pocha, które później urodziły Guillerminę jako niemowlę, żyły zamknięte w dole, studni. Guillermina, dopóki nie przybyła do sanktuarium w Brazylii, nigdy nie widziała horyzontu, ponieważ przebywała w studni. To zwierzęta, które żyły na twardych podłogach. Twarde podłogi to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić słoniowi; choroby wnikają przez ich stopy. Kenia zawsze była bardzo chętna do znoszenia szkoleń, aby móc być transportowana. Podróż była więc bardzo poruszająca pod każdym względem. Nie ze względu na fizyczny wysiłek związany z pięciodniową podróżą ciężarówką, ale ze względu na emocjonalny wysiłek i próbę naprawienia tak wielu szkód, jakie ludzie wyrządzili i nadal wyrządzają innym gatunkom i samym ludziom.
Muzyk i aktor odpowiedział na ankietę w Clarín.
-Co Cię szczególnie porusza w możliwości dania wolności zwierzęciu?
– Ludzie wykorzystywali zwierzęta i nadal to robią w bardzo okrutny sposób. Dla mnie ogrody zoologiczne to więzienia dla niewinnych, a zabranie dziecka do zoo, pokazanie mu zwierzęcia i zobaczenie znaku z napisem: „Zwierzę: Słoń afrykański, żyje na sawannie, żyje w stadach to wielkie kłamstwo”. Widzisz samotne zwierzę, pod nim przejeżdża metro, słychać dźwięki autobusów, bez możliwości chodzenia, bez możliwości wyboru… Możliwość bycia słoniem została im odebrana. Musimy więc jakoś to zmienić. I nie mówię tylko o słoniach. To świat pełen zwierząt w klatkach. Praca ze zwierzętami to dla mnie bycie głosem gatunku, który go nie ma. Możemy dyskutować, czy zgadzamy się, czy nie z tym, co dzieje się na świecie, ale zwierzę jest zdane na łaskę innych. Bycie głosem tych, którzy nie mają głosu, to dla mnie niemal zadanie.
-Opowiedz mi trochę o tym przedstawieniu, granym w Multiteatro...
– „Coherencia” to sztuka, ale adaptacja filmu Gonzalo Heredii. Jakieś sześć miesięcy temu zadzwonił do mnie i powiedział: „Pracuję nad projektem adaptacji filmu na sztukę teatralną. Opiera się na tym filmie, który nie jest science fiction, ale opowiada o rzeczywistościach równoległych, o fizyce kwantowej”. Zaprosił mnie, wysłał mi link, żebym mógł obejrzeć film, i scenariusz, żebym mógł przeczytać sztukę, adaptację… Obejrzałem film i uznałem go za fascynujący i bardzo złożony. Bardzo spodobał mi się pomysł zanurzenia się w czymś bardzo złożonym. Do tej złożoności dołożyli się Mey Scápola, Vanesa González, Guillermo Pfening, Laura Cymer i ja, reżyserowany przez Hernána Guerschuny’ego, który debiutował jako reżyser teatralny.
„Coherence” z udziałem Meya Scápoli, Vanesy Gonzáleza, Guillermo Pfeninga, Laury Cymer, Nico Paulsa i Gonzalo Heredii.
- O tym, co dzieje się jednocześnie. Podczas gdy ty i ja tu rozmawiamy, inny głos prawdopodobnie robi coś innego, a inny Nicolás transportuje tygrysa, haha. Sztuka jest wciągająca i stanowi zupełnie inną propozycję. Pomysł opowiada o szóstce przyjaciół, którzy spotykają się pewnej nocy, by zjeść i obserwować kometę przechodzącą blisko Ziemi, wiedząc, że ten przelot coś zmieni. Łączność zostanie przerwana, wydarzą się dziwne rzeczy... I w tej dziwnej sytuacji ich drogi zaczynają się krzyżować z innymi jaźniami. Myślę, że to inna propozycja niż ta, którą stosuje się w reklamach. Świetnie się bawiliśmy podczas pracy nad nią, a ludziom się podoba; zaczynają dużo myśleć o sztuce.
-Z kim masz przyszłego partnera?
-Wow! Jest tak wiele osób, z którymi chciałbym się umówić. Miałem mnóstwo kumpli z Luisem Alberto Spinettą, kiedy nagrywałem dwa albumy w jego studiu, i kiedy on nagrał piosenkę na album, który wyprodukowałem, z tekstami dzieciaków z ulicy i muzyką różnych muzyków. Ale czuję, że dzisiaj, po wielu latach i nagraniu wielu albumów, śpiewając moje piosenki, których nie zdążyłem mu pokazać, chciałbym mieć kumpla z Luisem.
-Gdybyś mógł mieć kumpla takiego samego Nicolása, z jakim byłeś kilka lat temu, co byś mu powiedział?
- Nie zapomnij przeprowadzić się nad morze i zostawić miasto za sobą. Nie popełnij błędu i tego nie zrób.
Clarin